Byłam poddana..
Poruszałam sie tak jak chciałeś..
Tańczylam w takt muzyki unoszącej sie niczym kolorowy motyl..
nie, to tylko ten dym który zagłębił sie w moich plucach .
Głębisz otchłań w moim sercu.
Uzależniasz mnie niczym narkotyk.
Gdy odchodzisz boje sie..
Nieustannie boje sie, że przestane oddychać.
A czemu? Czemu tak badzo boimy sie smierci?
Przecież życie to nieustające cierpienie..
A śmierć.. Śmierć przynosie ulge..
Przyosi wyzwolenie.. kończy nasze cierpienia..
Potrzebuje Cie..
Za każdym razem kiedy Cie nie ma jest źle..
Rozwija sie nowa tragedia..
Rozpoczyna sie nowa podróż która mnie nieustannie morduje.. mimo,że o tym nie wiemy..
Rani mnie sama myśl jak to może sie skończyć..
Ranią i mordują mnie moje wspomnienia..
Każda chwila przesiąknięta smutkiem i radością..Rodością wywołaną przez twój uśmiech..
Smutkiem wywolanym niepewnością że to tylko iluzja..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz