Tygodnie mijały tak szybko, że nawet nie zdążyłam wszystkiego przemyśleć przypomnieć. Szkoła i przyjaciele pochłaniały całe moje życie. Darren jakby rozpłynął się w powietrzu. Nie utrzymywałam z nim kontaktu. Może tak będzie lepiej. Może lepiej dla mnie jeśli będę się trzymać z dala od wszystkiego co niebezpieczne. Codziennie ten sam plan: Szkoła> Spotkanie z Heylie i Lorenzo> dom>plaża>dom. Na tym kończyło się moje życie..
Potrzebowałam odrobiny czegoś nowego by nie zapaść się w rutynie. Trochę świeżego powietrza. Czcze marzenia.
Znów poniedziałek. Poszłam do szkoły zbyt wcześnie, musiałam jeszcze czekać. Dziś miał się odbyć bal powitalny i występ nie znanego mi zespołu ,, dead thoughts" - Jezu- jedyne co wyszło mi z ust po przeczytaniu nazwy z ulotki.
Praktycznie wszystkie dziewczyny chodziły z ich logo wypisanym na koszulkach. Każdy z niecierpliwieniem czekał na ich występ. Wszyscy szeptali coś o Dead Thoughts .
Przyszedł czas balu. Weszłam na sale z Heylie.
- Czy to rzeczywiście możliwe, że o nich nie słyszałaś?- pytała z niedowierzaniem.
-Never.
-Wow.
Ciemność i dym unoszący się w powietrzu przecinału kolorowe lasery i światła.
Dj zapowiedział wejście zespołu i nagle wszyscy ucichli. Przestali tańczyć, krzyki i wiwaty. Na scenę wyszedł perkusista i wokalista zespołu..
sobota, 29 czerwca 2013
poniedziałek, 17 czerwca 2013
Prawdzie życie V
Mijały kolejne dni. Może miesiące. Czas rozpocząć nowy rok szkolny. Z dala od tego co tak bardzo kochałam, co było dla mnie taką przystanią bezpieczeństwa. A dziś, nowa,czysta kartka którą muszę zapisać od nowa. I tylko ode mnie zależy jak ją rozpocznę..
Weszłam do szkoły pewnym krokiem z podniesioną głową. Babcia zawsze przypominała mi bym nie kryła się za zasłoną włosów. Przydzielono mnie do klasy "z" jak Zorro. Zamaskowany wojownik. Ja bezbronny człowiek, otwarty na krzywdę, bez maski.
W ławce musiałam usiąść z pewną dziewczyną. Tyko tam było miejsce.
-Jestem Heylin.- wyrwała mnie z stanu zagubienia.-Widzę, że jesteś nowa. Nie martw się ta szkoła tylko na rzut oka sprawia wrażenie takiej okropnej.- Wreszcie spojrzałam na nią. Moja towarzyszka okazała się niską szatynką z burzą długich, gęstych loków. Szczery uśmiech u niej i wydało mi się, że może jednak nie będzie tak źle.
Po zajęciach poznałam jeszcze pare przemiłych osób: Caroline, wysoka dziewczyna z wiecznie prostymi rudymi włosami i sarnimi, wielkimi jak spodki oczami. Stuart, klasowy nieudacznik. Cóż, był zbyt nieśmiały na jakiekolwiek bliższe znajomości, choć wydał się sympatyczny. Jednak gdy tylko usłyszałam Jego imię, nie mogłam opanować się choć od delikatnego śmiechu. Rzeczywiście Stuart Malutki. Kilka nieciekawych osób m. in.: Stell, Marika i Diana. Córki jakichś wpływowych ludzi. Myślą, że są greckimi boginiami. Może ich widok przypomina modelki wyłowione prosto z żurnali, ale charakter..? Zero. Kilka osób spoza klasy: Lorenzo, ciemnoskóry chłopak. Podobno mieszany, Afroamerykanin. Chyba każda dziewczyna na sam widok jego słodkich dołeczków pada, jednak nie ja. Przecież ja, jestem inna. Jak zwykle odstaję od normy. Nauczycie.. ciut bardziej wymagający niż poprzedni, jednak da się lubić. Heylie okazała się przesympatyczną osobą. Otworzyła przede mną nowy świat i uczyniła go przynajmniej trochę mniej nieznanym..
Weszłam do szkoły pewnym krokiem z podniesioną głową. Babcia zawsze przypominała mi bym nie kryła się za zasłoną włosów. Przydzielono mnie do klasy "z" jak Zorro. Zamaskowany wojownik. Ja bezbronny człowiek, otwarty na krzywdę, bez maski.
W ławce musiałam usiąść z pewną dziewczyną. Tyko tam było miejsce.
-Jestem Heylin.- wyrwała mnie z stanu zagubienia.-Widzę, że jesteś nowa. Nie martw się ta szkoła tylko na rzut oka sprawia wrażenie takiej okropnej.- Wreszcie spojrzałam na nią. Moja towarzyszka okazała się niską szatynką z burzą długich, gęstych loków. Szczery uśmiech u niej i wydało mi się, że może jednak nie będzie tak źle.
Po zajęciach poznałam jeszcze pare przemiłych osób: Caroline, wysoka dziewczyna z wiecznie prostymi rudymi włosami i sarnimi, wielkimi jak spodki oczami. Stuart, klasowy nieudacznik. Cóż, był zbyt nieśmiały na jakiekolwiek bliższe znajomości, choć wydał się sympatyczny. Jednak gdy tylko usłyszałam Jego imię, nie mogłam opanować się choć od delikatnego śmiechu. Rzeczywiście Stuart Malutki. Kilka nieciekawych osób m. in.: Stell, Marika i Diana. Córki jakichś wpływowych ludzi. Myślą, że są greckimi boginiami. Może ich widok przypomina modelki wyłowione prosto z żurnali, ale charakter..? Zero. Kilka osób spoza klasy: Lorenzo, ciemnoskóry chłopak. Podobno mieszany, Afroamerykanin. Chyba każda dziewczyna na sam widok jego słodkich dołeczków pada, jednak nie ja. Przecież ja, jestem inna. Jak zwykle odstaję od normy. Nauczycie.. ciut bardziej wymagający niż poprzedni, jednak da się lubić. Heylie okazała się przesympatyczną osobą. Otworzyła przede mną nowy świat i uczyniła go przynajmniej trochę mniej nieznanym..
czwartek, 13 czerwca 2013
Prawdziwe życie IV
Przenieśliśmy się na sam brzeg morza. Byłam cała mokra od deszczu, fal rozpryskujących się o moje nogi. Nie obchodziło mnie to. Co dziwne, odkąd tu przyjechałam ani razu nie myślałam o zostawionych przyjaciołach. Zostawionej szkole, otoczeniu. Wszystkiemu co tak bardzo bliskie. Żyję wspomnieniami, najdrobniejszymi szczegółami. Rodzice zawsze mieli za złe to, że odziedziczyłam po babci niektóre cechy takie jak sentymentalność, delikatność.. Moja niekorzyść. Nie zauważyłam nawet kiedy i jak Darren zniknął. Zrobiło się mi przykro. Z oczu poleciały łzy tęsknoty nie tylko za nim ale za wszystkim co tak znane. Co moje..
-Darren..- wyszeptałam, z moich oczu poleciała łza. Odszukałam jego oczu w pamięci. -Lizzie..-następne słowo wypowiedziane szeptem, który przerwał cichy szloch. Kolejna łza. A On, tak jakby czytał w moich myślach..Widziałam Go. Naprawdę Go widziałam. Stał na brzegu klifu przyglądając się mi a może to moja wyobraźnia bo tak naprawdę wpatrywał się w morze..
-Darren..- wyszeptałam, z moich oczu poleciała łza. Odszukałam jego oczu w pamięci. -Lizzie..-następne słowo wypowiedziane szeptem, który przerwał cichy szloch. Kolejna łza. A On, tak jakby czytał w moich myślach..Widziałam Go. Naprawdę Go widziałam. Stał na brzegu klifu przyglądając się mi a może to moja wyobraźnia bo tak naprawdę wpatrywał się w morze..
piątek, 7 czerwca 2013
Prawdziwe życie III
Dotarłam do domu. Byłam tak strasznie zmęczona. Burza, deszcz,wiatr.. Wyciągnęły ze mnie wszystkie siły ..
Dreszcz spowodowany nie tylko zimnem. Ostatnia myśl aby powrócić tam jutro. Usypiam z uśmiechem na ustach.
Nowy dzień, nowe problemy, nowe myśli, nowi ludzie. Z każdym dniem poznaje siebie od nowa.Poznaję innych. Odkrywam nowe moce..
Znów melancholia, która wisi powietrzu. Napięcie. Chyba znowu zapowiada się na burze. Rodziny nie było. Pojechali do Galerii.. Znając życie pewnie zostaną tam cały dzień. Ja nie miałam na to ochoty.
Założyłam duży dres, bluzę, naciągnęłam kaptur na głowę i wyszłam. Deszcz nieustannie padał. Obijał się o moje kruche ciało. Błądziłam po mieście przemoczona. Pomyślałam, że może wybiorę się na plażę. Tak też zrobiłam. Usiadłam pod klifem z podciągniętymi kolanami. Morze wyglądało dziś cudownie. Jego barwa, która zwykle była zielononiebieska teraz przyjęła odcień szarości. Piana na pisaku. Gwałtownie obijające się fale o brzeg.
Miałam nienaturalną ochotę do niego wskoczyć. Szybko odgoniłam od siebie tę myśl. Może nie jestem tak w pełni świadoma i inteligentna ale nie mam jeszcze myśli samobójczych.
Nagle zauważyłam ciemną postać idącą brzegiem.. Darren?-pomyślałam. Jakby czytał mi w myślach odwrócił się w moją stronę i pomachał. Odmachałam mu i zamknęłam oczy w poszukiwaniu spokoju.. Gdy je otworzyłam spojrzałam w oczy osoby,która się przysiadła. Nie wiedziałam nawet kiedy, chyba zupełnie oderwałam się od świadomości. Dwie, czarne otchłanie.. Tylko jedno takie spojrzenie na całym wielkim świecie, jak nie na całej galaktyce. Tych oczu nie da się pomylić. Rozpoznałabym je wszędzie..Oczywiście moim "nieznajomym" okazał się Darren.
-Cześć- przywitał się i usiadł obok.- Co tam?
-Heej.. Nieciekawie.. - to nic nowego- myślę.
-Okej.- przelotnie dotknął mojego ramienia a ja jak za porażeniem zadrżałam..---cdn;)
Dreszcz spowodowany nie tylko zimnem. Ostatnia myśl aby powrócić tam jutro. Usypiam z uśmiechem na ustach.
Nowy dzień, nowe problemy, nowe myśli, nowi ludzie. Z każdym dniem poznaje siebie od nowa.Poznaję innych. Odkrywam nowe moce..
Znów melancholia, która wisi powietrzu. Napięcie. Chyba znowu zapowiada się na burze. Rodziny nie było. Pojechali do Galerii.. Znając życie pewnie zostaną tam cały dzień. Ja nie miałam na to ochoty.
Założyłam duży dres, bluzę, naciągnęłam kaptur na głowę i wyszłam. Deszcz nieustannie padał. Obijał się o moje kruche ciało. Błądziłam po mieście przemoczona. Pomyślałam, że może wybiorę się na plażę. Tak też zrobiłam. Usiadłam pod klifem z podciągniętymi kolanami. Morze wyglądało dziś cudownie. Jego barwa, która zwykle była zielononiebieska teraz przyjęła odcień szarości. Piana na pisaku. Gwałtownie obijające się fale o brzeg.
Miałam nienaturalną ochotę do niego wskoczyć. Szybko odgoniłam od siebie tę myśl. Może nie jestem tak w pełni świadoma i inteligentna ale nie mam jeszcze myśli samobójczych.
Nagle zauważyłam ciemną postać idącą brzegiem.. Darren?-pomyślałam. Jakby czytał mi w myślach odwrócił się w moją stronę i pomachał. Odmachałam mu i zamknęłam oczy w poszukiwaniu spokoju.. Gdy je otworzyłam spojrzałam w oczy osoby,która się przysiadła. Nie wiedziałam nawet kiedy, chyba zupełnie oderwałam się od świadomości. Dwie, czarne otchłanie.. Tylko jedno takie spojrzenie na całym wielkim świecie, jak nie na całej galaktyce. Tych oczu nie da się pomylić. Rozpoznałabym je wszędzie..Oczywiście moim "nieznajomym" okazał się Darren.
-Cześć- przywitał się i usiadł obok.- Co tam?
-Heej.. Nieciekawie.. - to nic nowego- myślę.
-Okej.- przelotnie dotknął mojego ramienia a ja jak za porażeniem zadrżałam..---cdn;)
wtorek, 4 czerwca 2013
Prawdziwe życie II
Siedzieliśmy tak bez słowa jakiś czas.. Cóż.. Chyba nikomu nie śpieszyło się z nawiązaniem konwersacji.. W końcu. Odezwał się:
- Jestem Darren.- Dreszcz przeszedł mnie na sam dźwięk jego głosu.Był tak głęboki, tak ostre brzmienie jakiego jeszcze nigdy nie słyszałam. Zdawało się jakby ciął nim powietrze. Dopiero po paru sekundach się ocknęłam.
-Naomi...- mój głos brzmiał nienaturalnie, drżał. Wobec niego czułam się taka bezbronna.. Lustrowałam go od góry do dołu, chwilę zatrzymując się na oczach..
Zaraz opamiętałam się na dźwięk jego głosu:
- Gdzie chodzisz do szkoły?
-Na razie nigdzie, przecież są wakacje..- odrzekłam z uśmiechem, jednak on tak jak wcześniej pozostał z kamiennym, niczym nie wzruszonym wyrazem twarzy. Od razu spoważniałam.
- Mhm.. A gdy skończą się wakacje? Przecież nie będą wieczne..- Ostatnie zdanie dodał prawie szeptem.
- Szkoda.. Przeprowadzam się.. Właśnie tutaj.. Także jeszcze nie wiem.
- Ja, ostatnia klasa gimnazjum. A Ty? Pewnie pierwsza?
-Mhm.. Zgadłeś..- mrukłam zupełnie zbita z tropu.
- W takim razie, co taka bezbronna istota jak Ty robi sama, na plaży kiedy prawdopodobnie rozpęta się sztorm?..
-Podziwia widoki, myśli..- utkwiłam wzrok gdzieś, daleko, na morzu, w ten niewidzialny punkt.
-Pięknie prawda? - odezwał się po chwili ciszy..
-Tak, uwielbiam morze.. Ono jest wolne..
- I nie obliczalne, tak jak ludzie.. Niektórzy..- powiedział to tak cichym szeptem lecz i tak usłyszałam.. Bo jak można nie słyszeć takiego głosu? - To ja będę się zbierał..Do zobaczenia Naomi..-wstał i odszedł w kierunku klifu, małego, ciemnego przejścia..
-Do zobaczenia, Darren.. - mruknęłam już cichutko, sama do siebie. Zauważyłam małą zwiniętą karteczkę, wsuniętą lekko pod kamień.. Rozwinęłam ją:
,, Jestem każdego wieczoru, przy klifie. Będę w nadziei, że może znów Cię zobaczę.. Mała przyjaciółko.. "
Darren.
Wracała do domu z obrazem jego oczu wymalowanym w swojej pamięci.
- Jestem Darren.- Dreszcz przeszedł mnie na sam dźwięk jego głosu.Był tak głęboki, tak ostre brzmienie jakiego jeszcze nigdy nie słyszałam. Zdawało się jakby ciął nim powietrze. Dopiero po paru sekundach się ocknęłam.
-Naomi...- mój głos brzmiał nienaturalnie, drżał. Wobec niego czułam się taka bezbronna.. Lustrowałam go od góry do dołu, chwilę zatrzymując się na oczach..
Zaraz opamiętałam się na dźwięk jego głosu:
- Gdzie chodzisz do szkoły?
-Na razie nigdzie, przecież są wakacje..- odrzekłam z uśmiechem, jednak on tak jak wcześniej pozostał z kamiennym, niczym nie wzruszonym wyrazem twarzy. Od razu spoważniałam.
- Mhm.. A gdy skończą się wakacje? Przecież nie będą wieczne..- Ostatnie zdanie dodał prawie szeptem.
- Szkoda.. Przeprowadzam się.. Właśnie tutaj.. Także jeszcze nie wiem.
- Ja, ostatnia klasa gimnazjum. A Ty? Pewnie pierwsza?
-Mhm.. Zgadłeś..- mrukłam zupełnie zbita z tropu.
- W takim razie, co taka bezbronna istota jak Ty robi sama, na plaży kiedy prawdopodobnie rozpęta się sztorm?..
-Podziwia widoki, myśli..- utkwiłam wzrok gdzieś, daleko, na morzu, w ten niewidzialny punkt.
-Pięknie prawda? - odezwał się po chwili ciszy..
-Tak, uwielbiam morze.. Ono jest wolne..
- I nie obliczalne, tak jak ludzie.. Niektórzy..- powiedział to tak cichym szeptem lecz i tak usłyszałam.. Bo jak można nie słyszeć takiego głosu? - To ja będę się zbierał..Do zobaczenia Naomi..-wstał i odszedł w kierunku klifu, małego, ciemnego przejścia..
-Do zobaczenia, Darren.. - mruknęłam już cichutko, sama do siebie. Zauważyłam małą zwiniętą karteczkę, wsuniętą lekko pod kamień.. Rozwinęłam ją:
,, Jestem każdego wieczoru, przy klifie. Będę w nadziei, że może znów Cię zobaczę.. Mała przyjaciółko.. "
Darren.
Wracała do domu z obrazem jego oczu wymalowanym w swojej pamięci.
sobota, 1 czerwca 2013
Prawdziwe życie I
(opowiadanie,które przyczyniło się, że zaczęłam pisać)
Tego dnia wyjeżdżaliśmy z rodziną na wakacje, nad morze. Była zimna, nieprzyjemna pogoda. Wiał strasznie silny wiatr. Nie zapowiadało się aby w tygodniu jakoś się poprawiło.
Gdy dojechaliśmy na miejsce wszyscy byli w kiepskich humorach spowodowanych nieprzyjemną atmosferą. Cała rodzina położyła się i po chwili wszyscy spali. Oprócz mnie.
Nie mogłam zmusić się do snu. Postanowiłam wybrać się na plaże.
Ubrałam czarną, grubą bluzę, podkoszulek,
ciemne spodnie oraz zakryte buty i wyszłam.
Tak strasznie lubię deszcz..Miliony, samobójczych kropel. Wykonują swój własny smutny taniec.
Rozpadało się na dobre. Jednak nie zrezygnowałam.
Wędrowałam plażą, po mokrym piasku. Rozgniewane morze odbijało się falami o kamienie ułożone na brzegu.
Byłam trochę przybita. Próbowałam oczyścić głowę ze wszystkich smutków i problemów. Nie wiedziałam jak przeżyję te tygodnie.
Moimi najwierniejszymi przyjaciółmi okazują się książki.
Zmęczona wędrówką pod wiatr, podwinęłam spodnie i usiadłam na jednym z kamieni przy brzegu. Byłam tak zamyślona i pochłonięta rysowaniem na piasku, że nie zauważyłam jak ktoś się do mnie przysiadł.Nieznajomy nie fatygował się nawet przedstawić. Trochę się przestraszyłam przez kilka pierwszych chwil, lecz strach szybko przepędziło uczucie zachwytu jego widokiem.
Nigdy nie widziałam tak czarnych oczu. Nie wiedziałam nawet gdzie zaczyna się źrenica. Wydało mi się, że pochłonęła ona tęczówkę.
Dwie szklane tafle bez dna.. Dwie otchłanie, w których zatopiłam się bez reszty. Coraz głębiej się zapadałam. Podziwiałam niebezpieczeństwo, wzburzenie jakie się w nim kryło.
Nigdy nie zastanawiałam się, dlaczego człowieka pociąga tak wzburzone morze? Albo wielkie burze, które pozwalają do głębi poczuć siły drzemiące w naturze? To właśnie to. Jest taki. Niebezpieczne, wzburzone morze. Ryk fal, wiatr tak silny, że zapiera dech w piersi, ale tylko on tak na prawdę sprawia ,że czuję, że żyję.
---------------------------------------------------------------------
Coś w stylu opowiadania ze sprawdzianu próbnego. Niektóre słowa i pomysł zaczerpnięte ze " Scarlett" Barbara Boraldi
Tego dnia wyjeżdżaliśmy z rodziną na wakacje, nad morze. Była zimna, nieprzyjemna pogoda. Wiał strasznie silny wiatr. Nie zapowiadało się aby w tygodniu jakoś się poprawiło.
Gdy dojechaliśmy na miejsce wszyscy byli w kiepskich humorach spowodowanych nieprzyjemną atmosferą. Cała rodzina położyła się i po chwili wszyscy spali. Oprócz mnie.
Nie mogłam zmusić się do snu. Postanowiłam wybrać się na plaże.
Ubrałam czarną, grubą bluzę, podkoszulek,
ciemne spodnie oraz zakryte buty i wyszłam.
Tak strasznie lubię deszcz..Miliony, samobójczych kropel. Wykonują swój własny smutny taniec.
Rozpadało się na dobre. Jednak nie zrezygnowałam.
Wędrowałam plażą, po mokrym piasku. Rozgniewane morze odbijało się falami o kamienie ułożone na brzegu.
Byłam trochę przybita. Próbowałam oczyścić głowę ze wszystkich smutków i problemów. Nie wiedziałam jak przeżyję te tygodnie.
Moimi najwierniejszymi przyjaciółmi okazują się książki.
Zmęczona wędrówką pod wiatr, podwinęłam spodnie i usiadłam na jednym z kamieni przy brzegu. Byłam tak zamyślona i pochłonięta rysowaniem na piasku, że nie zauważyłam jak ktoś się do mnie przysiadł.Nieznajomy nie fatygował się nawet przedstawić. Trochę się przestraszyłam przez kilka pierwszych chwil, lecz strach szybko przepędziło uczucie zachwytu jego widokiem.
Nigdy nie widziałam tak czarnych oczu. Nie wiedziałam nawet gdzie zaczyna się źrenica. Wydało mi się, że pochłonęła ona tęczówkę.
Dwie szklane tafle bez dna.. Dwie otchłanie, w których zatopiłam się bez reszty. Coraz głębiej się zapadałam. Podziwiałam niebezpieczeństwo, wzburzenie jakie się w nim kryło.
Nigdy nie zastanawiałam się, dlaczego człowieka pociąga tak wzburzone morze? Albo wielkie burze, które pozwalają do głębi poczuć siły drzemiące w naturze? To właśnie to. Jest taki. Niebezpieczne, wzburzone morze. Ryk fal, wiatr tak silny, że zapiera dech w piersi, ale tylko on tak na prawdę sprawia ,że czuję, że żyję.
---------------------------------------------------------------------
Coś w stylu opowiadania ze sprawdzianu próbnego. Niektóre słowa i pomysł zaczerpnięte ze " Scarlett" Barbara Boraldi
Subskrybuj:
Posty (Atom)