Mijały kolejne dni. Może miesiące. Czas rozpocząć nowy rok szkolny. Z dala od tego co tak bardzo kochałam, co było dla mnie taką przystanią bezpieczeństwa. A dziś, nowa,czysta kartka którą muszę zapisać od nowa. I tylko ode mnie zależy jak ją rozpocznę..
Weszłam do szkoły pewnym krokiem z podniesioną głową. Babcia zawsze przypominała mi bym nie kryła się za zasłoną włosów. Przydzielono mnie do klasy "z" jak Zorro. Zamaskowany wojownik. Ja bezbronny człowiek, otwarty na krzywdę, bez maski.
W ławce musiałam usiąść z pewną dziewczyną. Tyko tam było miejsce.
-Jestem Heylin.- wyrwała mnie z stanu zagubienia.-Widzę, że jesteś nowa. Nie martw się ta szkoła tylko na rzut oka sprawia wrażenie takiej okropnej.- Wreszcie spojrzałam na nią. Moja towarzyszka okazała się niską szatynką z burzą długich, gęstych loków. Szczery uśmiech u niej i wydało mi się, że może jednak nie będzie tak źle.
Po zajęciach poznałam jeszcze pare przemiłych osób: Caroline, wysoka dziewczyna z wiecznie prostymi rudymi włosami i sarnimi, wielkimi jak spodki oczami. Stuart, klasowy nieudacznik. Cóż, był zbyt nieśmiały na jakiekolwiek bliższe znajomości, choć wydał się sympatyczny. Jednak gdy tylko usłyszałam Jego imię, nie mogłam opanować się choć od delikatnego śmiechu. Rzeczywiście Stuart Malutki. Kilka nieciekawych osób m. in.: Stell, Marika i Diana. Córki jakichś wpływowych ludzi. Myślą, że są greckimi boginiami. Może ich widok przypomina modelki wyłowione prosto z żurnali, ale charakter..? Zero. Kilka osób spoza klasy: Lorenzo, ciemnoskóry chłopak. Podobno mieszany, Afroamerykanin. Chyba każda dziewczyna na sam widok jego słodkich dołeczków pada, jednak nie ja. Przecież ja, jestem inna. Jak zwykle odstaję od normy. Nauczycie.. ciut bardziej wymagający niż poprzedni, jednak da się lubić. Heylie okazała się przesympatyczną osobą. Otworzyła przede mną nowy świat i uczyniła go przynajmniej trochę mniej nieznanym..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz